Sunrise Borcz

WP_20160710_02_28_35_Pro
Miał wyjść wschód słońca na Wieżycy ale warunki były bardzo nie sprzyjające. Finalnie nie zdążył bym tam dotrzeć. Wszystko przez niebo pełne gwiazd. Ale do rzeczy…

Spontaniczny wypad rozpoczął się od naładowania prądem wszystkiego co się da. Wpakowaniu tego w sakwę, na wadze 5.5kg. I w drogę. Miejsce docelowe to kultowa wieża widokowa na szczycie Wieżyca.

W Otominie na plaży chciałem uwiecznić piękno przyrody telefonem. Tak zaczęła się przygoda z Lumią w trybie manual.
Pół godziny z na słupku od ławki i wynik przekroczył moje oczekiwania. W galerii po kolei zdjęcie z automatu z  lampą, potem automat bez lampy i kolejne próby na manualu.

Pierwsze niespodziewane atrakcje zaczęły się wąwozie na czarnym, najpierw bóbr z 50cm, a potem OTB. Uwiecznione na filmie.
Potem już za kładką na torach spoglądając w niebo oniemiałem.
nastąpiła prawie godzinna spacja i focenie.

Dalej jeszcze przed wyjazdem na bruk, zaraz za torami przed nawet tym podjazdem drugie OTB. Tym razem połączone z jazdą na brzuchu po siarczystym błocie. Tym razem nie nagrywałem.
Pozbieranie się chwilę zajęło.

Kolejny postój to przed wyjazdem na drogę Kolbudy – Żukowo dojeżdżając do głównego asfaltu spodobał mi się zjazd do wioski z gwiazdkami w tle. Znowu jakiś czas z telefonem na siodełku.

Dalej wzdłuż j. Łapińskiego, odbicie na Czapielsk i próba „skrótu” która skończyła się poł godzinnym prowadzeniem roweru na szage, bo droga rozpłynęła się jak we mgle.

Potem po grząskim gruncie z licznymi jeziorami w poprzek dorgi ale już bez sensacji za to z pięknymi gwiazdami na obserwacje których zatrzymywałem się co kawałek dotarłem do Borcza.

Wschód słońca właściwie się już zaczął wiec szybka decyzja, zostaje. Rozłożyłem się na betonowym składzie płyt, wyciągnąłem co tam ze sobą miałem i kontemplowałem do pierwszej kawy na stacji, czyli gdzieś do 6:30.

Droga powrotna to droga pełna pomyłek z PKP. Z Somonina do Gdańska jest jedna przesiadka w Osowie. W czasie przesiadki wsiadłem w nie ten pociąg, który jechał tylko do Gdańska Wrzeszcza, potem jeszcze dwie SKMki mi zwiały z racji złego peronu. Na 2 pociągi powrotne miałem 2 przesiadki i zgubiłem 3 inne pociągi. No rekord świata dezinformacji.

Około 12 wróciłem do domu. Na licznik skromne 45km, ale  nie takie łatwe 45km i z jakimiż to sensacjami po drodze. Super !

Relacja filmowa:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.